Jak kupować używaną broń myśliwską

Warto decydować się broń nową, bowiem unikniemy ryzyka związanego z ukrytymi wadami. Na broń z drugiej ręki warto decydować się przede wszystkim wtedy, gdy chcemy nabyć np. sztucer wysokiej klasy, a cena nowego jest poza zasięgiem. Szczególną uwagę należy zwracać na zakup broni wyczynowej, np. sztucera typu varmint lub match. Z takiej broni zawodnicy strzelają dużo i kupując używanego, kilku czy kilkunastoletniego musimy liczyć się z szybką wymianą lufy.

Przy zakupie używanego sztucera  najważniejsze jest dokonanie właściwego przeglądu broni. Wstępną czynnością powinno być sprawdzenie skupienia serii strzałów. Dokonujemy tego z amunicji wskazanej przez ostatniego właściciela, na dystansie 100 metrów. Dla zwykłego sztucera wystarczy skupienie rzędu 40 – 50 mm, dla varminta wskazany jest wynik co najmniej dwukrotnie lepszy (25 mm czyli 1 cal na 100 metrów).

Dalej dokonujemy szczegółowego przeglądu lufy. Najlepszy byłby boroskop, ale niewielu ma do niego dostęp. Podczas oględzin zwracamy uwagę na następujące czynniki:

  • wylot lufy musi posiadać wyraźne, ostre bruzdy i pola;
  • kalibromierz musi przechodzić przez lufę równo, bez najlżejszych zatrzymań;
  • sprawdzamy, czy w lufie nie ma rdzawego nalotu (jest on niezauważalny dla oka, uwidacznia się dopiero po przetarciu przewodu czystą szmatką, na której pozostaną brązowe plamy – nalot nie dyskwalifikuje lufy ale mówi wiele o kulturze poprzedniego właściciela broni);
  • obecność „wysypki” czyli małych, czarnych punktów pokrywających powierzchnię lufy. Wysypka jest konsekwencją niewłaściwego czyszczenia broni po rdzawym nalocie. W mojej opinii wysypka powinna prowadzić do odrzucenia tego egzemplarza varminta, natomiast nie dyskwalifikuje jeszcze normalnej broni kulowej;
  • ślady rdzy czyli ciemne plamy przewodu lub nieznaczne wgłębienia – odrzucenie broni;
  • rak czyli znaczne wgłębienia w wewnętrznej części lufy, widoczne jako czarne plamy. Ta choroba przewodu jest nieuleczalna i dyskwalifikuje każdą broń;
  • metalizacja przewodu (zaołowienie lub zamiedzenie, w zależności od tego jaki płaszcz mają pociski). Powstaje na skutek przyklejania się mikroskopijnych zewnętrznych cząstek płaszcza pocisku do lufy. Zaołowienie jest zjawiskiem częstym w broni małokalibrowej kal. 22 LR oraz w sztucerach z zamkiem lewarowym w starych kalibrach rewolwerowych. Należy je usunąć szczotką mosiężną lub preparatami (np. Robla Solo);
  • zadraśnięcia czyli drobne, ostre kreski na tle przewodu. Są łatwo widoczne w lufie, ale trudne do wykrycia w komorze nabojowej. Jak w związku z tym można je wykryć? Za pomocą latarki z diodą na przewodzie lub naboju ćwiczebnego. Po parokrotnym załadowaniu takiego naboju do komory będą na nim widoczne ślady zadraśnięć;
  • zaokrąglenia krawędzi pól i bruzd, zauważalne przy bardzo dokładnym przeglądzie lufy. Świadczą o sporym zużyciu przewodu czyli dużej ilości oddanych strzałów;
  • rozdęcia czyli obrączkowate, poprzeczne wgłębienia lufy, czarnego koloru. Powodują je obce ciała, obecne w lufie podczas strzału. Rozdęcia zupełnie dyskwalifikują broń, są również niebezpieczne dla strzelca, zwłaszcza przy ich umiejscowieniu w pobliżu komory nabojowej.

Sprawdzamy następnie stan zamka, zwracając baczną uwagę na stan rygli zaporowych. Łatwo ustalić czy zamek repetiera jest mocno zużyty. W tym celu  odciągamy go w tył do oporu i przy broni podniesionej lufą do góry próbujemy czy zamek będzie odchodził na boki. Znaczny ruch boczny tylnej części zamka jest niedopuszczalny. Dalej sprawdzamy mechanizm spustowy z przyspiesznikiem, bezpiecznik i magazyn. Osada broni nie powinna mieć pęknięć i widocznych śladów domowej ingerencji.

Również przy zakupie śrutówki idealnym rozwiązaniem byłoby nabywanie wyłącznie broni nowej, dobrej jakości i do tego z długim okresem gwarancji. Niestety, myśliwi często nie dysponują odpowiednimi środkami finansowymi, by kupować fabrycznie nowe egzemplarze strzelb.  Najtańsze „budżetowe” dubeltówki, oferowane często za sumę zbliżoną do tysiąca złotych jakością nie grzeszą.  Ostrzegam myśliwych zwłaszcza przed nabywaniem niskiej klasy strzelb powtarzalnych, repetowanych ślizgowym ruchem czółenka. Jedyną ich zaletą jest kusząca cena. Takie „pump action”, czasem nie wytrzymują resursu 2 – 3 tys. strzałów. Trapią je także drobne awarie sprężyn, wypadanie kołków z aluminiowych komór zamkowych etc..

Broń samopowtarzalna sprawdzi się przy polowaniach wodnych czy polnych, ale i tak jest mniej uniwersalna od zwykłej strzelby łamanej.

Na podstawie wielu lat doświadczeń z bronią śrutową różnych typów i klas wydaje się, iż w naszych warunkach najlepszą propozycją jest sprawdzona przez pokolenia dubeltówka – bok /nadlufka/  lub tradycyjny „horyzont”.

Mądra ocena stanu technicznego musi dać odpowiedź na dwa podstawowe pytania:

–     czy broń będzie bezpieczna dla strzelca;

–     jaka jest jej wartość użytkowa?

Warto wiedzieć, jak sprawdzić w praktyce strzelbę „z drugiej ręki”, by nie popełnić poważnych błędów. Jest to istotne także o tyle, iż często da się zdobyć używane dubeltówki (zwłaszcza horyzontalne) dobrych, a nawet bardzo prestiżowych firm za przysłowiowe grosze.

Ocena wartości użytkowej winna opierać się na sprawdzeniu właściwości balistycznych (parametrów pokrycia, ciętości, zgęszczenia oraz skupienia przy użyciu kul), a taki test da się przeprowadzić tylko na strzelnicy. Właściciel broni, który nie ma nic do ukrycia z reguły umożliwi potencjalnemu nabywcy dokonanie strzelań próbnych, zadowalając się zwrotem kosztów amunicji i ewentualnie dojazdu na strzelnicę.

Niestety, czasem sytuacja nie pozwala na „ogniowe” sprawdzenie strzelby, np. wtedy, gdy broń jest w komisie czy depozycie policji. Pozostaje więc bardzo dokładne, wręcz skrupulatne sprawdzenie stanu technicznego broni. Nie należy się przy tym śpieszyć.  Wszelkich czynności dokonujemy przy idealnym oświetleniu.

Zaczynamy zawsze od oglądu strzelby w stanie złożonym. Braki oksydy są normalne przy wieloletniej eksploatacji, wszak trudno wymagać, by łowca dysponował bronią „szafkową”. Bardziej podejrzane jest już pokrycie w idealnym stanie,  bowiem może to świadczyć o przygotowywaniu broni do sprzedaży i chęci ukrycia np. zewnętrznych uszkodzeń czy wżerów. Jak wiadomo, nawet zwykły pot, przez swój kwaśny odczyn mocno wpływa na stan oksydy. Czasem myśliwy sam zabezpiecza niewielkie miejsca pozbawione pokryć, oksydując je „na zimno”. Jest to łatwo widoczne, bowiem pokrycie ma zupełnie inny odcień.

Krawędzie czółenka i kolby winny być ściśle dopasowane do cześci stalowych. Pewien naddatek drewna nie przeszkadza. Dopuszczalne jest lekkie zagłębienie elementów metalowych w osadzie, ale sytuacja odwrotna , gdy zewnętrzne cześci stalowe wystają ponad drewno jest  dowodem nieumiejętnej lub wielokrotnej regeneracji. Polegała ona na usunięciu wierzchnich warstw z części drewnianych oraz mocnym szlifowaniu krawędzi.

Drobne zadrapania czy wgniecenia na powierzchniach osady pogarszają estetykę broni, ale nie wpływają na jej walory użytkowe. Inaczej wygląda sprawa w przypadku pęknięć drewna, zwłaszcza w obrębie szyjki kolby. Czasem kolba jest wymieniona na nową – trzeba wtedy sprawdzić zarówno gatunek drewna jak i układ słoi. Winny one przebiegać równolegle do osi obciążeń zachodzących podczas strzału; uwaga – koniecznie na szyjce, inaczej taka osada długo nie wytrzyma.

Dobrze wykonana naprawa niewielkiego pęknięcia łoża /poza szyjką/ nie dyskwalifikuje broni, bowiem współczesne kleje charakteryzują się wysoką trwałością i wytrzymałością. Poprzez właściwą naprawę pęknięcia rozumiemy takie działanie rusznikarza, po którym nawet ślad ingerencji jest trudny do wykrycia.

Niezwykle istotną rzeczą jest ustalenie, czy właściciel broni dokonywał indywidualnego pasowania kolby do swoich warunków fizycznych. Dlaczego? Jeżeli jego budowa ciała mocno różniła się od naszej to broń nie będzie dla nas składna. Oczywiście i w takiej strzelbie da się poprawić osadę, ale włożymy w to dodatkowe środki finansowe, całkiem niemałe, gdyby trzeba było wymienić całą kolbę.

Przy oglądzie bloku luf w stanie złożonym warto ostrożnie ostukać szyny. Dźwięk będzie taki sam we wszystkich miejscach, o ile połączenia lutowane nie są uszkodzone. Wgniecenia zewnętrzne czy inne uszkodzenia luf zauważyć bardzo łatwo, oczywiście dyskwalifikują one ten egzemplarz.

Po pozytywnym wyniku oględzin zewnętrznych sprawdzamy stan luf. Niektórzy twierdzą, iż powinna być to ostatnia czynność kontrolna, ja jednak przedkładam ją nad inne, bowiem lufy są najważniejszym elementem broni.

W broni z lufami gładkimi (gdy skierujemy je w stronę źródła światła rozproszonego, tak by w polu widzenia był ostry kontrast jasnego i ciemnego tła) dobrze widoczny jest cień w kształcie trójkąta równoramiennego, rzucany do wnętrza przewodu przez ciemną część pola widzenia. Wklęsłość czy wypukłość  boków trójkąta świadczy o zgięciu luf.

W przewodach luf dobrze widoczne są szeregi pierścieni, będące odbiciem krawędzi wylotów. Winne one być rozłożone w równych odstępach i współśrodkowe. Jeżeli owe odstępy będą nierówne lub środek któregoś przesunięty, może to być dowodem zgięcia lub rozdęcia. Rozdęcia w lufie (lufach) objawiają się także w formie ciemnych pierścieni lub  tylko ich wycinków. Starannie obserwując wnętrze przewodu łatwo wykryjemy  zbicia, ślady korozji (np. wżery czy utlenienia w formie matowych plam), odpryski powłoki chromowej etc. Skorodowanej czy uszkodzonej broni w żadnym razie nie kupujemy. Oczywiście, uszkodzoną powłokę chromową da się zastąpić nową, ale naraża nas to po pierwsze na spore koszty, po drugie tylko w kilku miejscach da się ten proces przeprowadzić. Przy odpryskach chromu proces korozji wokół tego miejsca zachodzi bardzo szybko i wżery pod chromem mogą być już głębokie.

Zdarza się, iż nieetyczny myśliwy, tuż przed sprzedażą swojej broni śrutowej usuwa silne wżery metodą rozwiercenia luf. W tym celu musi usunąć część metalu, tym samym rozszerzając kanał lufy. Używa do tego rozwiertaków albo cylindra długości ok. 200 mm, z włożonymi weń wąskimi pilnikami. Na wewnętrznej powierzchni lufy zostają rysy, usunięte potem przy polerowaniu. Tak „poprawione” lufy, mimo często porządnego wyglądu są stracone na zawsze, bowiem ścianki luf uległy znacznemu osłabieniu (co czyni strzelanie z nich niebezpiecznym). Ciętość i pokrycie strzału z takiej broni są gorsze.

Zmian w obrębie komory nabojowej są karygodne. Przy starej broni śrutowej zwiększa się czasem długość komory z 65 do 70 mm. Podobnych operacji wykonywać nie wolno, bowiem naruszają one konstrukcję luf i ich trwałość.

Po sprawdzeniu luf przystępujemy do oceny stanu połączeń broni. Podstawowa kwestia – niedopuszczalne są jakiekolwiek luzy w połączeniu luf z baskilą, zarówno przy czółenku zdjętym jak i założonym. Tak samo należy potraktować fakt istnienia luzów czółenka  i osady względem części stalowych.

Luz między baskilą, a ścięciem wlotowym nie powinien być większy niż 0,1 mm. Sprawdzamy to za pomocą warstwy cienkiego papieru, umieszczając go między baskilą, a lufami. Broń nie powinna się zamknąć. Jeżeli strzelba mimo to zamyka się, należy odwiedzić zakład rusznikarski.  Próby napraw, polegające na spęcznianiu haków są niewłaściwe i takiej strzelby nie należy kupować. Ingerencja rusznikarza winna polegać na wymianie szarnira, czyli poprzecznego sworznia, stanowiącego oś obrotu bloku luf.

W broni ze wzmocnionym systemem ryglowania (potrójne zamknięcie Greenera lub poczwórne Kerstena) zewnętrzne powierzchnie rygla winny idealnie pokrywać się z zewnętrzną powierzchnią baskili. Po zamknięciu broni klucz powinien przyjmować położenie równoległe do osi luf . Tylko w zupełnie nowej, „niedotartej”  broni  może się zdarzać normalna konieczność lekkiego dociskania klucza. W innym przypadku mamy do czynienia z osłabieniem lub złamaniem sprężyny czy zużyciem występu osi klucza. Usterki tego typu wpływają na bezpieczeństwo użytkowania broni.

Groty iglic nie powinny mieć zbić i ostrych krawędzi, a otwory igliczne nie mogą być rozbite czy zniekształcone. Po zwolnieniu spustu winny wysuwać się poza powierzchnię baskili na ok. 1,8 mm. Prawidłowość ich pracy można ocenić na podstawie odcisków pozostawionych na kawałku bardzo miękkiego drewna, przyciśniętym do baskili. Wadliwy grot iglicy może przyczyniać się do niewypałów, jednak znacznie gorszym zjawiskiem jest sytuacja, gdy nie tylko nakłuwa spłonkę ale i ją przebija. Jest to wynikiem niefachowych ingerencji. Łowca wzmacnia nadmiernie sprężynę iglicy, zwiększa wystawanie grota czy zaostrza jego wierzchołek. Tymczasem efekt może być taki, iż po przebiciu spłonki przez wadliwą iglicę duża ilość  gazów prochowych, uchodząca wokół iglicy i zamknięcia rozerwie osadę.

Dla dwuspustowych strzelb śrutowych optymalny opór pierwszego spustu winien wynosić 15 – 17 N, drugiego zaś 17 –19 N. W praktyce nie dysponujemy przyrządami do pomiaru tej siły, musimy więc zdać się na wyczucie.

Część strzelb jednospustowych dysponuje mechanizmem, w którym przełączenie na spust drugiej lufy następuje na skutek siły odrzutu. Dlatego podczas sprawdzania broni bez strzelania da się zwolnić jeden kurek, a drugi po zmianie kolejności odpalania za pomocą selektora. Uderzanie kolbą o podłoże dla zapracowania mechanizmu nie jest właściwe.

Bezpiecznik jest niezwykle istotnym elementem broni. Efektywność działania systemu zabezpieczenia zależy od tego, na jaką część mechanizmu spustowo – uderzeniowego ma wpływać. Niestety, najczęstsze /i najtańsze/ są takie, które zabezpieczają tylko języki spustowe. Znacznie lepszą formą zabezpieczenia jest blokowanie dźwigni spustowych, sprężyn kurka lub kurków.

Bezpieczniki mogą być automatyczne lub ręczne. Te pierwsze w wielu strzelbach mogą być odłączane, będą wtedy pracować w trybie ręcznym.

Działanie bezpiecznika sprawdzamy, wciskając języki spustowe broni zabezpieczonej, z kurkami napiętymi. Kurki oczywiście winny pozostać napięte. Po przesunięciu suwaka w przód (do pozycji „odbezpieczone”), nacisk na spust winien spowodować zwolnienie kurka.

Uwaga – suwak nie może zatrzymywać się w położeniach pośrednich, musi chodzić płynnie, a w położeniu „zabezpieczone” musi całkowicie unieruchamiać spust.

Przez zakupem broni sprawdzamy sprawność funkcjonowania ekstraktorów (wyciągów) lub  eżektorów (wyrzutników). Sprawność układu usuwania wystrzelonych łusek nabiera szczególnego znaczenia podczas polowań zbiorowych, gdzie przeładowanie często musi być dokonane błyskawicznie. Po złamaniu broni wyciąg powoduje wysunięcie się  wystrzelonych łusek (lub naboi z komór) o kilka milimetrów.  Łuski usuwane są dalej ręcznie lub poprzez wyrzutniki, napędzane sprężynami umieszczonymi w czółenku. Sprawdzenie funkcjonowania „na sucho” przeprowadzamy za pomocą nabojów szkolnych (zbijaków). Wyciąg oceniamy sprawdzając zazębienie jego krawędzi z kryzą łuski. Czasem wyciągi ześlizgują się z kryzy i przechodzą pod dnem łuski, która nadal pozostaje w komorze. Uwaga – dokładne sprawdzenie, czy wyciąg działa prawidłowo i nie ześlizguje się jest możliwe  tylko podczas  ostrego  strzelania, m.in. stąd tak ważne jest sprawdzenie broni na strzelnicy.

Eżektory sprawdzamy oddzielnie dla każdej lufy. Łuska winna być wyrzucona energicznie, poza obręb broni. Po złamaniu strzelby może działać tylko eżektor lufy, z której strzelano. Czas zadziałania winien zgrywać się z końcową fazą ruchu łamania broni.

Nie należy decydować się na kupno broni z poważniejszymi uszkodzeniami czy skorodowanej, nawet jak jej cena jest bardzo atrakcyjna. Oczywiście, czasem w grę wchodzi wartość kolekcjonerska, a nie użytkowa, ale to już zupełnie inna sprawa.

Materiał publikowany za zgoda autora – Marka Czerwińskiego